Kilka miesięcy temu miałem okazję uczestniczyć w bezpłatnym szkoleniu zorganizowanym przez Krajową Izbę Fizjoterapeutów, której udało zdobyć się dofinansowanie z funduszy unijnych.

Szkolenie składa się z dwóch 3-dniowych części. W pierwszej części prowadzący omawiają model ICF: jego genezę, zastosowanie, zasadność użycia i przede wszystkim odczytywanie i zapisywanie informacji za pomocą systemu kodów. Prócz tego w pierwszych trzech dniach przedstawiono też sporo informacji nt. prawa medycznego.

Wiedza nt. ICF przekazywana była w sposób energiczny i ciekawy. Było kilka prac w grupach, gdzie wspólnie zapisywaliśmy i odczytywaliśmy kody, a także kodowaliśmy naszych hipotetycznych pacjentów. Pozwoliło nam to zrozumieć, że przy użyciu kodów ICF możemy z dużym prawdopodobieństwem odgadnąć diagnozę ICD-10. Mimo wszystko większość osób ze szkolenia raczej nie będzie na razie stosowała kodów ICF w swojej praktyce (za wyjątkiem podania jednego kodu, który jest wymagany). Wymaga to poświęcenie paru dodatkowych minut każdemu pacjentowi, a nie daje nam sumarycznie żadnych korzyści, jeśli pacjent nie wybiera się poza Polskę. Natomiast sam model ICF, czyli podział na strukturę i funkcję, aktywność, uczestnictwo pewnie dla większości może być pomocny.

Kwestie związane z prawem często były trudne do zrealizowania, czasami sam prowadzący sobie przeczył lub wyolbrzymiał w moim odczuciu. Widać było, że jest to w większości sucha prawna wiedza, z którą po prostu musimy się zapoznać, bo przecież nieznajomość prawa szkodzi. Sam po szkoleniu zacząłem się zastanawiać czy tytuł fizjoterapeuty i związane z tym ustawy/rozporządzania to przywilej, czy raczej krzyż na plecach.

Sumarycznie z pierwszej części szkolenia byłem zadowolony, minusem było nieporuszenie w pełni kwalifikatorów w systemie ICF i ich przeliczeń. Mam tu na myśli stopnie ograniczeń: nieznaczny, umiarkowany, znaczny i całkowity, nie przekazano nam, w jaki sposób określić czy jest to już stopień umiarkowany, czy już znaczny – a z tego co zrozumiałem – nie jest to do końca subiektywne odczucie.

Druga część szkolenia była tą, na którą bardziej czekałem. Zapisałem się na Badanie, strategie terapii i dokumentacja w fizjoterapii kardiologiczno-oddechowej, ponieważ miewam na domówkach pacjentów po zapalaniu płuc, z chorobami serca, z POChP,  a w przychodni przybywa pacjentów z objawami po COVID-19. Przyznać muszę, że na studiach te tematy były przedstawione w sposób niewystarczający.

Zajęcia miały charakter typowo teoretyczny za wyjątkiem próby wysiłkowej na cykloergometrze i paru prac grupach.

Kardiologia poprowadzona była zgodnie z rekomendacjami opublikowanymi na Portalu Fizjoterapeuty i skupiała się głównie na opiece fizjoterapeutycznej w fazie szpitalnej. Niestety informacji nt. pacjentów chorujących przewlekłe nie było zbyt wiele, stąd nie wyniosłem wiele dla swoich pacjentów poza paroma wyjątkami. Jedynym elementem czysto praktycznym było wykonanie testu wysiłkowego.

Jeżeli chodzi o pulmonologię, zajęcia były prowadzone zbyt ogólnie i zbyt teoretycznie. Zabrakło praktycznych technik tj. podstawowe oklepywanie (rady w tym zakresie, czas trwania, skuteczność lub jego brak), naukę efektywnego kaszlu.

Skrypty, które dostaliśmy, były źle przygotowane. Wielu elementów, które występowały na prezentacjach, brakowało w skryptach, inne wiadomości były porozrzucane na różnych stronach. Jednak sam schemat graficzny skryptów był bardzo przyjemny – kolorowy i nowoczesny. Bardzo szkoda, że nie wysłano nam materiałów na maila odgórnie, bo to już powinien być standard od kilku lat. Część informacji uczestnikom przysłały prowadzące w mailu.

Na podsumowanie opiszę, co dało mi to szkolenie, a czego się spodziewałem. Na pewno dzięki szkoleniu lepiej poznałem system ICF (z którym już wcześniej miałem styczność), nauczyłem się podstaw kodowania w tym systemie. Poznałem argumenty przemawiające za sensownością jego stosowania (choć nie przekonały mnie, by go w pełni stosować). Liczyłem jednak, że w ciągu trzech dni w całości poznamy ten system, a został on zaprezentowany tylko częściowo. Uważam, że to duży minus – bo jeśli już uczyć, to powinno być zrobione kompleksowo. Było dość sporo informacji nt. prawa i prowadzenia podmiotu/praktyki fizjoterapeutycznej, które być może zastosuję w przyszłości. Zakres wiedzy z kardiologii i pulmonologii zbliżony był do studiów, za wyjątkiem testu wysiłkowego nic praktycznego się nie przebiło.

 

 

Facebook

Komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.